InLIFESTYLE

Co zmienię bez okazji Nowego Roku

Ledwo po Świętach, a już sypią się zewsząd postanowienia i plany na Nowy Rok, a w moją skrzynkę wpada co chwilę jakieś zaproszenie na odchudzanie, trenowanie, rozwój osobisty itp itd. A ja od kilku lat zrezygnowałam z tzw. postanowień noworocznych. Po prostu ich nie robię. Już wcześniej pisałam na FB, że żadna data nie jest sama w sobie magicznym wyznacznikiem zmian i dlatego uważam, że wiązanie ich z Nowym Rokiem, miesiącem czy poniedziałkiem jet bez sensu. Jeśli czuję, że chcę coś zmienić, podejmuję kroki w tym kierunku teraz i zaraz. Nie czekam na magię kalendarza. Nie jest ona dla mnie żadnym czynnikiem katalizującym zmiany. Wręcz przeciwnie – wydumane noworoczne postanowienia i cele, na które nie jestem gotowa zwykle sypią się w okolicach połowy lutego. A potem jest albo machnięcie ręką albo wkurw. I do kolejnego Nowego Roku. Znacznie lepiej niż kalendarzem jest kierować się swoimi odczuciami. Po co na coś czekać, gdy chcesz już zrobić coś teraz? Albo po co się spieszyć, jeśli to jeszcze nie ten moment?

Niemniej jednak teraz, aktualnie, jeszcze przed Nowym Rokiem, zamierzam wdrożyć pewne zmiany, co można uznać za takie jakby “postanowienie noworoczne”. I co więcej – sterroryzować nimi rodzinę 😉

Ale może od początku… Gdy stosunkowo od niedawna, na światło dzienne wychodzą obrazki, które pokazują skażenie naszego świata plastikiem, mózg mi się od nich lasuje. Czuję wściekłość, bezsilność i jestem zrozpaczona głupotą rodzaju ludzkiego. Ale prawda jest taka, że trochę ze swojego wygodnictwa, trochę na skutek przeszkód systemowych, nie zrobiłam wiele, żeby faktycznie zacząć zmiany od siebie. Tak, od dawna chodzę na zakupy z własną torbą i tak, mam w domu dzbanek z filtrem, który trochę ogranicza ilość plastikowych butelek. Trochę, bo nie całkiem – piję także wodę wysokozmineralizowaną, ze względu na magnez i inne pierwiastki, które są lepiej przyswajalne w wodzie niż suplementach. I jednocześnie za każdym razem, kiedy wracam z zakupów, wypakowuję z toreb kilogramy plastiku. Serio. Przedświąteczne zakupy w Lidlu posłużyły mi jako świetny przykład. Niby miałam ze sobą swoje torby, ale…

Kupowałam dużą ilość warzyw i owoców. Kminiłam, stojąc nad skrzynkami z marchewką dobrą chwilę jak rozwiązać kwestię tych gównianych, nie nadających się do ponownego użycia foliówek. I nie byłam na to przygotowana. Grzecznie wszystko popakowałam, bo kurde nie miałam pojęcia jak inaczej rozwiązać logistycznie te kilogramy warzyw i owoców przy lidlowej kasie. Lipa. Przy pieczywie wkurzyłam się i postanowiłam nie używać tych cholernych rękawiczek, tylko ostrożnie chwyciłam ten bohenek i te bułki, które chciałam, nie dotykając innych. Kurde – czy naprawdę nie można byłoby zamiast tych rękawiczek zainstalować np. jakieś duże szczypce?

Wyszłam z Lidla nieco przybita. Rozpakowywanie zakupów uzbierało mi całą jedną reklamówkę plastikowych śmieci. Takich, które nie nadają się do ponownego użytku. I stwierdziłam, że naprawdę muszę coś z tym zrobić. Zatem zaczynam… tu i teraz. Bez czekania na Nowy Rok.

Oto co pójdzie na pierwszy ogień:

  • kupiłam dzbanek z filtrem do firmy (Aquaphor- najlepiej wychodzi cenowo), do niego i tego, co mam w domu, filtry wzbogacające wodę w magnez, żeby zastąpić wodę wysokozmineralizowaną, którą kupuję w butelkach
  • bidonik z filtrem (tutaj Dafi), żeby nie kupować wody w butelkach “po drodze”, tylko mieć pod ręką w razie potrzeby
  • nie kupię worków na śmieci. Kiedyś kosz wykładało się gazetą i było git. Mozna przecież do tego wrócić. Wyrzucam tyle papierów, ulotek reklamowych, gazetek reklamowych od Yves Rocher, Bonprixów i innych, nieudanych rysunków itp, że na pewno znajdzie się papier do wyłożenia kosza
  • na zakupy biorę torby także na warzywa – trudno, będzie ich więcej. Zestaw toreb będę też wozić w samochodzie, w razie zakupów “przy okazji”. Mój połówek również zostanie w takowy wyposażony
  • zdecydowałam się także ograniczyć folię w opakowaniach w firmie. Jak zużyjemy foliopaki i inne aktualne materiały, nie zamówię dokładnie tych samych nowych. Zamiast tego będą makulaturowe, szare kartony i makulaturowy szary papier. Makulaturowa taśma klejąca. Niebielony karton i niebielona czy barwiona bibuła. Może nie będzie ładnie, kolorowo i estetycznie, ale będzie przyjaźniej dla środowiska, mam nadzieję, że moje klientki to zrozumieją

Co dalej? Nie wiem. Pożyjemy, zobaczymy. Na pewno nie raz zaliczę fakap tych postanowień i z powodu czegoś “na szybko” nie zastanowię się i je złamię. Ale myślę, że da się zrobić, żeby te zmiany weszły w krew i do codzienności. Myślenia pt. “co zmieni jedna osoba” zupełnie do siebie nie przyjmuję. Jako jedna osoba aktualnie produkuję co najmniej siateczkę folii po cotygodniowych zakupach i zużywam co najmniej 6 plastikowych butelek w tygodniu.

Ile to jest w skali roku?

A ile to jest w skali 40 milionów ludzi w Polsce i prawie 7 miliardów na świecie?

 

2

2 komentarze

  • Ola

    Trzymam kciuki! Mam w tym roku to samo postanowienie. Oprócz tego co wymieniłaś z podniszczonych ciuchów zrobiłam woreczki na warzywa- w żadnym sklepie nie było z tym problemu, a nie biorę nawet małych foliówek.
    Dużo do myślenia dał mi też film True Cost o szwalniach w Azji. Kolejne postanowienie to tylko lokalne, polskie ciuchy.

    5 stycznia 2019 at 11:31 Reply
    • NatJanowska

      Świetne postanowienie! Całym sercem z Tobą 🙂

      7 stycznia 2019 at 11:33 Reply

    Leave a Reply

    %d bloggers like this: