InMOJE MYŚLI

WIERZCHOŁEK GÓRY LODOWEJ

Gdybym za każdym razem, gdy usłyszałam “po co ci ten crossfit, i tak nie schudłaś”, z nieba spadała mi złotówka do świnki-skarbonki, to pewnie teraz leżałabym na Bali, sącząc koktajl z kokosa… Przywykłam już do tego i serio – nie chce mi się nawet tłumaczyć, że blablablabla “nie o to tu chodzi” itepe itede.

Po wczorajszym poście na instagramie az się uśmiechnęłam, bo prawdę mówiąc spodziewałam się, że pojawią się “porady eksperckie”, no ale sorry, drodzy eksperci, klik! – idźcie błyszczeć do siebie.

 

 

Wyświetl ten post na Instagramie.

 

Gdy sobie przypomnę jak jeszcze dwa lata temu wisiałam na drążku jak worek, a 20 burpeesów groziło stanem przedzawałowym 🤣 I wiecie co? Byłam potwornie niecierpliwa, wkurwiałam się, frustrowałam, były momenty, gdy wydawało mi się, że jestem do bani, bo innym wychodzi… Chciałam wszystko już, zaraz, teraz… Najwięcej czasu zajęła mi zmiana myślenia. To danie sobie czasu, luzu, nie spinania się i skończenia z myśleniem, że coś muszę. Bo tak naprawdę trenując nie ma “teraz i zaraz”, nic nie dzieje się z dnia na dzień. Ale każdy trening to drobny kroczek, to progres, którego być może nie widać od razu. Dlatego Kochani, nie zniechęcajcie się, keep going – jak mówią nasi trenerzy w @hangarbox, bo właśnie od tego zależy Wasze zdrowie i dobre samopoczucie, a nie od efekciarstwa i zdjęć “przed i po” za 3 miesiące. #plussize #plussizeBlogger #plussizeblog #crossfit #hangarbox #loveit #crosstraining #crossfitpoznan #trenujebolubie #chickgetfitdone #blogerka #blogger #trenujebolubiesiebie #lovecrossfit #box #wod #burpees #burpeepullup #poznangirl #aktywniepiękna

Post udostępniony przez Natalia Janowska (@natjanowska)

 

Po co zatem ten wpis?

Nasze ekspresowe życie przyzwyczaja ludzi do ekspresowych efektów. Chcą mieć wszystko już, zaraz, teraz. Błyskawiczne recepty, błyskawiczne odpowiedzi. Błyskawiczne są niestety także oceny, oparte na jednym, pojedynczym obrazku w social mediach, a w życiu codziennym na jednym, chwilowym wrażeniu. W świecie, w którym się udaje, że wszystko jest łatwe i na tacy, bezrefleksyjność to chyba największy grzech.

 

I właśnie bezrefleksyjność jest tym, z czym się zderzam

właściwie w każdym aspekcie życia. Począwszy od mojej aparycji, poprzez tematy pracy, związków, a skończywszy na tym, czy karmiłam dziecko piersią. No, a jeśli chodzi o tematy związane z treningami, wagą lub nadwagą, to jest prawdziwy armageddon. Temat schudnięcia jest społecznie postrzegany jak pieprzony Święty Graal sukcesu.  Na początku się oburzałam, jak można, że to nie fair itp itd. Tak, to jest nie fair. I tak, jest to do bani.

Najbardziej było do bani w momencie, gdy zaczęłam widzieć światełko w tunelu i mieć cień przekonania, że jestem na właściwej drodze. Na tej, która pozwoli mi się uwolnić od nałogowego jedzenia, wilczego głodu i zajadania stresów. Od totalnego bajzlu, nienawidzenia siebie i wiecznej huśtawki głodówka-przejadanie. Krok po kroczku szłam do przodu, zaliczając też spektakularne doły, a po drodze zawsze znajdowała się jakaś życzliwa inaczej duszyczka – obca lub znajoma, która potrafiła stwierdzić “a po mi to, skoro nic nie widać”. Tłumaczyłam do porzygu i bez zrozumienia. Aż wreszcie zrozumiałam, że tłumaczę bez sensu, bo tak naprawdę duszyczki nie są moimi tłumaczeniami zainteresowane. Nie ma “już, teraz, natychmiast”, to temat nie jest dla nich wystarczająco sensacyjny i atrakcyjny.

 

grafika: https://sylviaduckworth.com/

 

Ty też nie tłumacz

Nie ma sensu dyskutować, bo szkoda czasu i energii. Nie warto. Warto natomiast skupiać się na tym, co jest dla Ciebie dobre. Na Twoich celach. Na ludziach, którzy Cię w nich wspierają, bo oni widzą Twój wysiłek i rozumieją. Widzą całą górę lodową, a nie tylko jej wierzchołek.

Odpuść sobie myśli, że nic się nie dzieje, że to za wolno. Doceń to, że próbujesz i że idziesz do przodu. Nawet jeśli idziesz w swoim żółwiowym tempie, każdy progres jest cenny. Każde doświadczenie, każda zmiana, każdy wyciągnięty wniosek. I jeśli tak jak ja, czujesz, że musisz uporządkować głowę, żeby poprawić swoje zdrowie, skup się właśnie na tym. Nie na cyferkach i czyichś ocenach. Na swoim dobrym samopoczuciu i na tym, co jest dla Ciebie ważne. Pisałam już zresztą na ten temat:

http://natjanowska.pl/2018/06/10/trenujebolubiesiebie/

Jesteśmy różni, inni, każdy z nas moze toczyć walkę na kompletnie innym polu. To co się wydaje oczywiste, może wcale takie nie być. Moja droga od zrozumienia, że mam problem z jedzeniem, do dnia dzisiejszego była długa i wyboista. I wiem, że nie raz, nie dwa jeszcze zaliczę na niej dół z błotem. Ale nie wyobrażam sobie, że miałabym zawrócić.

 

 

 

0

Leave a Reply

%d bloggers like this: